czyli kinomania w teorii i praktyce

wtorek, 10 listopada 2009

Czy macie czasami wra¿enie, ¿e spora czê¶æ Waszych znajomo¶ci (ka¿dej z osobna) jest w zbyt du¿ym stopniu zapo¶redniczona przez komunikatory internetowe? ¯e zdarza siê, ¿e czê¶ciej rozmawiacie z kim¶ przez Gadu-Gadu ni¿ na ¿ywo. I to nie z powodu tego, ¿e dzieli Was ogromna odleg³o¶æ (to zrozumia³e), tylko z powodu "braku czasu". "Braku czasu", który jest najczê¶ciej wymówk± dla lenistwa. Bo czasem, ¿eby siê spotkaæ trzeba gdzie¶ pojechaæ autobusem albo przej¶æ kilkaset metrów w niezbyt przyjemnej pogodzie. Przez GG ³atwiej, taniej i bezpieczniej.

Pomimo wszystko kontakt odbywa siê przez avatary. Jest nie tyle bezosobowy, co niepe³ny, trochê jakby wyprany z emocji. Pomimo wszystkich zalet komunikatorów, maj± one swoje wady. Nie chcê siê tutaj nad tym d³u¿ej rozwodziæ, wiêc przejdê do meritum:

Je¶li te¿ przyt³aczaj± Was komunikatory internetowe, zapraszam Was do akcji Tydzieñ bez GG.

O co chodzi?
O to, ¿eby na tydzieñ od 16 do 22 listopada (poniedzia³ek-niedziela) wy³±czyæ Gadu-Gadu, Skype'a, Tlen czy inne komunikatory, z których korzystacie i postaraæ siê spotykaæ siê ze swoimi znajomymi na ¿ywo. Zaoszczêdzony w ten sposób czas (bo naprawdê siê go trochê zaoszczêdzi) po¶wiêciæ mo¿na dodatkowo na inne aktywno¶ci. Ale to ju¿ Wasza inicjatywa.

Nie wiem czy znajd± siê zainteresowani przy³±czeniem siê do tej inicjatywy. Chcê tylko zaznaczyæ, ¿e celem nie jest zorganizowanie manifestacji czy buntu przeciw nowym technologiom. Cel to próba przynajmniej chwilowego wyrwania relacji miêdzyludzkich z "r±k" tych technologii, przynajmniej chwilowej eliminacji zapo¶redniczenia.

Zachêcam do w³±czenia siê i podawania informacji dalej. Je¶li co¶ wiêkszego z tego wyjdzie, bêdzie mi bardzo mi³o. Je¶li nie, byæ mo¿e przynajmniej ja sam i kilka innych osób wyci±gnie z tego co¶ dla siebie

sobota, 10 pa¼dziernika 2009

Sitcom - jeden z najbardziej irytuj±cych gatunków telewizyjnych, g³upi serial komediowy z kiepskimi ¿artami, ¶miechami z ta¶my, tandetn± scenografi±, pomys³ami trzeciej ¶wie¿o¶ci i miernym aktorstwem. Taka definicja siedzia³a w mojej g³owie przed obejrzeniem How I met your mother. Mo¿e to dlatego, ¿e nigdy nie ogl±da³em Przyjació³, mo¿e dlatego, ¿e Polacy nie potrafi± robiæ dobrych seriali... Ma³o istotne. Liczy siê to, ¿e serial wyprodukowany przez CBS rzuci³ zupe³nie nowe ¶wiat³o na moje postrzeganie gatunku.

Jak siê okazuje mo¿na zrobiæ sitcom z wdziêkiem i inwencj±. I nie chodzi tu tylko o odpowiedni poziom humoru czy aktorstwo pierwszej klasy. Twórcy How I met your mother bawi± siê narracj± buduj±c z banalnych na pierwszy rzut oka historyjek ma³e fabularne pere³ki. G³ównym bohaterem, a zarazem narratorem opowie¶ci jest Ted Mosby (Josh Radnor). W 2030 roku opowiada on dwójce swoich dzieci o tym jak to pozna³ ich matkê. Cofamy siê do roku 2005. Ted jest pocz±tkuj±cym architektem. Razem ze studiuj±cym prawo Marshallem (Jason Segel) i jego dziewczyn± Lilly (Alyson Hannigan) - przedszkolank± i niespe³nion± artystk± wynajmuje mieszkanie w Nowym Jorku. Wszyscy przyja¼ni± siê Barneyem (Neil Patrick Harris) - niepoprawnym playboyem i bogatym pracownikiem korporacji. Pewnego wieczoru spêdzanego jak zwykle w pobliskim pubie Ted poznaje Robin (Cobie Smulders), w której zakochuje siê od pierwszego wejrzenia. Romantyczna natura Teda nie odpowiada jednak racjonalnie postrzegaj±cej ¶wiat Robin. Tak wiêc poszukiwania przysz³ej pani Mosby trwaj±...

Ka¿dy kto opowiada³ kiedy¶ jakie¶ historie sprzed lat wie, ¿e pamiêæ czasem zawodzi i fakty siê myl±. W dodatku ka¿dy z uczestników wydarzeñ ma swoj± wersjê opowie¶ci. Narracja w serialu rz±dzi siê tymi samymi prawami. Wiele scen ogl±damy kilka razy z ró¿nych punktów widzenia, staremu Tedowi zdarzaj± siê pomy³ki, musi siê wycofywaæ z tego co ju¿ powiedzia³, korygowaæ wcze¶niejsze w±tki. Czêsto wybiega w przysz³o¶æ, pomijaj±c istotne sprawy - szybko jednak wraca na w³a¶ciwy tor wypowiedzi. Czêsto robi dygresje, stosuje retardacje i inne chwyty oratorskie.

Z jednej strony staje siê to wszystko usprawiedliwieniem dla sporej ilo¶ci dziur scenariuszowych, z drugiej jest ¼ród³em humoru i suspensu. Trzeba przyznaæ, ¿e serialowy Ted jest dobrym opowiadaczem. Ca³o¶æ jego opowie¶ci ma strukturê szkatu³kow±. W nadrzêdnej "szkatu³ce" znajduj± siê nastêpne, w nich kolejne. I nastêpne...

Oczywi¶cie struktur± narracyjn± nie da siê zachwycaæ przez cztery sezony serialu (swoj± drog±: czy struktur± narracyjn± w ogóle mo¿na siê zachwycaæ?). Wra¿enie robi tutaj w³a¶ciwie wszystko: od niesamowitych bohaterów, którzy z jednej strony s± normalnymi lud¼mi, z drugiej maj± w sobie co¶ wyj±tkowego, przez mocno przegiêty humor z drugim dnem, po nowojorski klimat. Klimat trochê inny ni¿ ten z filmów Woody'ego Allena. Nowojorczycy z Jak pozna³em wasz± matkê to nie przeintelektualizowani neurotycy, a ludzie, pomimo swoich s³abo¶ci, znaj±cy swoj± warto¶æ. Ich problemy s± nieco bardziej pragmatyczne: nie wa¿ne czy chodzi tu o zrobienie kariery czy zaliczenie kolejnej panienki.

A propos zaliczania panienek. Serial jest niepoprawny politycznie, demoralizuj±cy, seksistowski (ale nie szowinistyczny), perwersyjny i ogólnie z³y spo³ecznie. Ale jednocze¶nie jest nice, awsome i legen... wait for it ...dary. Przypadkowy seks, instrumentalne traktowanie p³ci przeciwnej i akty naruszania prawa (choæ romantyczne w swej wymowie) s± tu na porz±dku dziennym. Ale nasi bohaterowie siê zmieniaj±: dorastaj±, m±drzej±... Ca³a ta perwersja staje siê strawna w³a¶nie dlatego, ¿e w du¿ej mierze zostaje zrzucona na karb m³odo¶ci i niedoskona³o¶ci cz³owieka. Choæ pomimo wszystko How I met your mother mo¿e budziæ kontrowersje.

Równie¿ pomimo wszystko, nietrudno w tym serialu odnale¼æ cz±stkê w³asnego ¿ycia. Pomimo osadzenia akcji w konkretnym miejscu na Ziemi, Jak pozna³em wasz± matkê jest serialem uniwersalnym. Wra¿enie swego rodzaju autentyczno¶ci obserwowanych wydarzeñ pojawia siê w prawie ka¿dym odcinku. Oczywi¶cie wszystko jest wziête w mocno humorystyczny nawias, przerysowane i podniesione do kwadratu, ale gdzie¶ tam zawsze tkwi ziarenko prawdy.

Nie sposób nie powi±zaæ tego serialu z dyskusj±, która toczy³a siê pod poprzedni± notk±. Choæ w How I met your mother dominuj± postaci mêskie, kobiety nie s± bynajmniej pomijane. Starcie pierwiastka mêskiego i ¿eñskiego, odmienne punkty widzenia zwi±zane z p³ci± (mózgu) przewijaj± siê tutaj bez przerwy. Jak pozna³em wasz± matkê to ¶wietny materia³ rejestruj±cy dzisiejsze spojrzenie na kwestie ró¿nic p³ciowych. Z jednej strony podchodzi siê do tego problemu z dystansem, oswajaj±c go poprzez ¿art. Z drugiej ci±gle jednak tkwi w nas (w spo³eczeñstwie) g³êboko zakorzeniona ¶wiadomo¶æ odmienno¶ci pomiêdzy natur± kobiety i mê¿czyzny. Tym sposobem "solidarno¶æ penisów" i "solidarno¶æ jajników" istnieje i istnieæ bêdzie. ;P

Genialny w tym kontek¶cie jest The Bro Code - zbiór zasad relacji miêdzy kumplami, który spisa³ serialowy Barney i który pó¼niej zosta³ przez twórców wydany w formie ksi±¿kowej. W tym przekraczaj±cym granice absurdu kodeksie mêskiej przyja¼ni jest sporo prawdy. Obok tak niedorzecznych spraw jak wzór na odpowiedni wiek partnerki dla faceta (x < y/2 + 7) znajdziemy b³yskotliwe w swojej prostocie rady i prawdy rz±dz±ce mêskimi znajomo¶ciami (jak choæby "Never have sex with your best friend's ex."). Podobnie jest w kwestii relacji miêdzy kobietami. Nie ma co prawda w serialu spisanego kodeksu, ale czynione obserwacje s± (chyba) równie trafne (patrz: woo girls ;)).

Mo¿e to totalnie subiektywne wra¿enie, ale Jak pozna³em wasz± matkê jest dla mnie serialem-lustrem. A mo¿e raczej serialem-krzywym zwierciad³em, w którym mo¿na siê przejrzeæ i przy odpowiednim k±cie patrzenia dostrzec w sobie i w ¶wiecie co¶, czego nie wcze¶niej widzia³o. Ceniê sobie dzie³a, które maj± moc oddzia³ywania poza obrêb sytuacji odbiorczej. How I met your mother takim dzie³em bez w±tpienia jest. Przynajmniej dla mnie.

CBS w³a¶nie ruszy³ z pi±tym sezonem, pierwszymi odcinkami zaostrzaj±c apetyt na wiêcej. Z moich obliczeñ wynika, ¿e przy odpowiednich staraniach bêdzie mo¿na poci±gn±æ serial mniej-wiêcej do 2015 roku. Je¶li twórcy utrzymaj± tak wysoki poziom jak do tej pory, nie mam nic przeciwko.

wtorek, 22 wrze¶nia 2009

Kiedy Judd Apatow rozpocz±³ podbój kin, krytycy zwiastowali now± erê w historii hollywoodzkiej komedii. Kolejne dzie³a sygnowane przez filmowca (jako re¿yser, producent czy scenarzysta) z ma³ymi wyj±tkami potwierdza³y solidno¶æ marki. Komedie Apatowa od kilku lat poruszaj± istotne tematy, zaskakuj±c ¶wie¿o¶ci± i b³yskotliwymi, choæ ociekaj±cymi wulgarno¶ci± dialogami.

Apatow zgromadzi³ wokó³ siebie aktorów, którzy w ró¿nych kombinacjach pojawiaj± siê w jego filmach. To on wypromowa³ Setha Rogena, który braki w warsztacie skutecznie nadrabia charyzm±. W "stajni" Apatowa znajdziemy tak¿e Leslie Mann, Paula Rudda, Jonaha Hilla czy Jasona Segela. Ale do filmowca lgn± tak¿e gwiazdy amerykañskiej komedii: Steve Carell, Adam Sandler cz Katherine Heigl.

W czym tkwi fenomen tego zjawiska?

Moim zdaniem w autentyczno¶ci tego, co ogl±damy na ekranie. Banalny zabieg - bohaterowi pl±cze siê jêzyk, czasem nie mo¿e siê wys³owiæ - niby nic wielkiego, a jednak o wiele ³atwiej siê z tak± postaci± widzowi uto¿samiæ. Co najbardziej zwraca uwagê, to totalne zanurzenie bohaterów w dzisiejszym ¶wiecie. Znakiem naszych czasów nie jest tu laptop i komórka, którymi nale¿y szpanowaæ - ka¿dy ju¿ ma taki sprzêt. Zamiast tego jest Youtube, E-bay i mania rejestracji rzeczywisto¶ci. W dodatku bohaterowie s± na bie¿±co z serialami i nowo¶ciami kinowymi. Filmowi maniacy z równ± ³atwo¶ci± cytuj± Gwiezdne Wojny co... Murderball (!).

W tym miejscu narzuca siê pytanie: czy te filmy przetrwaj± próbê czasu? Có¿... czas poka¿e. ;) Z pewno¶ci± bêd± ¶wietn± pami±tk± po czasach wspó³czesnych - po koñcówce pierwszego dziesiêciolecia XXI wieku....

***

Knocked up/Wpadka (2007, re¿. J. Apatow)

Tytu³ mówi wszystko. Alison Scott (Katherine Heigl) pracuje w telewizji. Kiedy dostaje wymarzony awans (wreszcie wyst±pi przed kamer±), wraz ze swoj± siostr±, Debbie (Leslie Mann) postanawia uczciæ to w nocnym klubie. Przy barze poznaje Bena (Seth Rogen) - luzaka, który mieszka z kumplami i ca³y swój czas po¶wiêca na jaranie trawy i budowanie strony internetowej - bazy golizny w filmach. Jeszcze tej samej nocy znajomo¶æ Alison i Bena, suto zakrapiana alkoholem, koñczy siê w ³ó¿ku....

Co bêdzie dalej mo¿na siê ³atwo domy¶liæ: nastêpuje tytu³owa wpadka i przed narodzinami dziecka rodzi siê milion pytañ, dylematów i problemów. Choæ fabu³a jest oczywista i od pocz±tku do koñca przewidywalna, a film trwa ponad dwie godziny, trudno oderwaæ wzrok od ekranu. Barwne postaci ujmuj± od pierwszych scen i trudno siê z nimi rozstaæ po zakoñczonym seansie.

Seth Rogen po prostu jest i to mu wystarcza. Jako cz³owiek ¿yj±cy z dnia na dzieñ bez wiêkszych ambicji jest nadzwyczaj przekonuj±cy. Postawienie naprzeciw niego Katherine Heigl by³o strza³em w dziesi±tkê. Choæ jej aktorstwo jest ju¿ trochê bardziej wystudiowane, nie sposób odmówiæ jej we "Wpadce" naturalno¶ci i uroku.

Ale prym wiedzie tutaj para z drugiego planu Leslie Mann jako Debbie i Paul Rudd jako jej sfrustrowany m±¿, Pete. Ma³¿eñstwo, które nie zaliczy³o ¿adnej wpadki, oficjalnie bêd±ce szczê¶liw± par± z dwójk± dzieci, prze¿ywaj±ce kryzys wieku ¶redniego. Oboje têskni± za utracon± m³odo¶ci±, oboje po cichu ¿a³uj± rzeczy, których nie zd±¿yli zrobiæ...

"Wpadka" to przezabawna opowie¶æ o dorastaniu ludzi doros³ych, konieczno¶ci wziêcia odpowiedzialno¶ci za swoje czyny i pogodzenia siê z tym, ¿e nie wszystkie marzenia da siê zrealizowaæ ("Po ¶lubie nie mo¿esz pojechaæ do Indii" XD).

***

The 40 year-old virgin/40-letni prawiczek (2005, re¿. J. Apatow)

I znowu tytu³ mówi wszystko. Andy (Steve Carell) ma 40 lat, sta³± posadê w sklepie RTV, mieszkanie, setki kolekcjonerskich zabawek, konsolê do gier i talent do gotowania. Gorzej z ¿yciem towarzyskim: z kumplami krucho, z kobietami jeszcze gorzej. Nigdy nie uprawia³ seksu. Kiedy dowiaduj± siê o tym jego koledzy z pracy, postanawiaj± mu pomóc.

Zaczyna siê wiêc kurs wyrywania lachonów, chodzenie na dupy i... szukanie prawdziwej mi³o¶ci. I choæ wszystko obraca siê wokó³ genitaliów, mamy do czynienia z naprawdê m±dr± komedi±. Apatow i Carell (obaj jako scenarzy¶ci, ten drugi równie¿ jako aktor) wykreowali g³ównego bohatera unikaj±c klisz i stereotypów, w które tak ³atwo mo¿na wpa¶æ przy tego typu postaciach. Andy to cz³owiek z krwi i ko¶ci, a nie karykatura prawiczka. Ma swoje odchy³y, ale jednocze¶nie jest sympatycznym, zwyk³ym, skromnym cz³owiekiem, który mo¿e siê podobaæ kobietom. G³ówny bohater w koñcu wpada w oko Trish (Catherine Keener) - kobiecie po przej¶ciach, prowadz±cej sklep na E-bay'u..

Po raz kolejny nale¿± siê brawa za drugi plan. Romany Malco, Seth Rogen i Paul Rudd tworz± kapitalne kumpelskie trio, które wprowadza Andy'ego w "¶wiat doros³ych". Ich ciête dialogi to istna, pe³na wulgaryzmów poezja (rozbrajaj±cy lejtmotyw tego filmu z pytaniem "Do you know how I know that you're gay?"). Równie znakomita jest Kat Dennings jako Marla - nastoletnia córka Trish, której matka nie pozwala uprawiaæ seksu.

Apatow nie nakrêci³ filmu opowiadaj±cego o tym, ¿e z seksem nie nale¿y siê spieszyæ. Nie nakrêci³ te¿ filmu wy¶miewaj±cego "starodziewictwo". Nakrêci³ film mówi±cy o tym, ¿e posiadanie dziewictwa nie jest wyznacznikiem warto¶ci cz³owieka. Pod p³aszczykiem niepoprawnej komedii ukry³ tre¶ci wymierzone zarówno we wspó³czesne postrzeganie dziewictwa jako kalectwa, jak i w purytañskie strze¿enie cnoty a¿ do ¶lubu.

Apatow obala stereotypy poprzez ob¶miewanie ich. Czyni tym samym co¶ niespotykanego we wspó³czesnym kinie. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi: niesie pokój. Jego filmy s± niesamowicie motywuj±ce, napawaj± optymizmem i rado¶ci±. Choæ jad± po wszystkich równo, nikogo nie krzywdz± i w niezauwa¿alny sposób przemycaj± wa¿ne tre¶ci.

Kapitalnie oddaje to fina³ 40-letniego prawiczka, w którym g³ówni bohaterowie wykonuj± Aquarius i Let the sunshine z Hair - jednego z najwa¿niejszych pacyfistycznych filmów zesz³ego stulecia. Ta scena mo¿e pos³u¿yæ za doskona³± syntezê twórczo¶ci Apatowa.

***

Pineapple Express/Boski Chillout (2008, re¿. D.G. Green)

Ten film niestety wypada bardzo blado na tle opisywanych wy¿ej. Mo¿e dlatego, ¿e Apatow tym razem zaj±³ siê tylko jego produkcj±? Pineapple Express to kiepska komedia sensacyjna o dwóch ludziach zjaranych zio³em. Jest parê zabawnych momentów, ale nic poza tym. Brakuje choæby wspominanego osadzenia bohaterów w dzisiejszych czasach (historia ta mog³aby siê zdarzyæ równie dobrze 30 lat temu), brakuje b³yskotliwych dialogów, brakuje postaci z krwi i ko¶ci.

Dale Denton (Seth Rogen) pracuje jako dorêczyciel wezwañ s±dowych. Na³ogowo pali trawkê i jest za legalizacj± tego narkotyku, czemu daje wyraz w³±czaj±c siê w radiowe dyskusje na ten temat. Jego dealer, Saul (James Franco), oferuje mu nowy towar - tytu³owy Pineapple Express - najlepsz± marihuanê na rynku, któr± on posiada jako jedyny w mie¶cie. Prosto od dealera Dale jedzie dorêczyæ kolejne wezwanie, nieoczekiwanie staje siê jednak ¶wiadkiem morderstwa. W stresie wyrzuca jointa z Pineapple Express na drogê i odje¿d¿a demoluj±c dwa samochody. Mordercy szybko z³api± trop i bêd± chcieli pozbyæ siê niewygodnego ¶wiadka...

O czym jest ten film? O dwóch ludziach zjaranych zio³em - jak ju¿ napisa³em. Niczego wiêcej nie nale¿y siê w Pineapple Express doszukiwaæ. No chyba, ¿e potraktujemy dzie³o Greena jako transparent z napisem "Zalegalizujmy marihuanê". Ale dla tak banalnego przes³ania nie warto ogl±daæ tego prawie dwugodzinnego filmu.

Nie bêdê siê rozpisywa³, bo i twórcy niewiele nam powiedzieli, wiêc jeszcze raz szczerze nie polecam i koñczê ten fragment.

***

BONUS
I love you, man/Stary, kocham ciê (2009, re¿. J. Hamburg)

Dlaczego bonus? Bo ten film oficjalnie nie ma z Juddem Apatowem nic wspólnego, a jednak jeszcze przed jego obejrzeniem mamy wra¿enie, ¿e to kolejna produkcja z jego stajni. S± "jego" aktorzy, jest ca³kiem odpowiedni temat. W trakcie seansu nasze wra¿enia tylko siê potwierdzaj±: podobny styl, podobne poczucie humoru, podobny klimat. Wszystko tu jest zer¿niête z Apatowa. Ale zrobione tak umiejêtnie i z polotem, ¿e bynajmniej nie jest to wad±.

Peter Klaven (Paul Rudd) w³a¶nie o¶wiadczy³ siê Zooey (Rashida Jones). Ta, zachwycona wydarzeniem, od razu dzwoni by pochwaliæ siê kole¿ankom. Szybko okazuje siê, ¿e Peter nie ma z kim podzieliæ siê dobrymi nowinami. Narzeczony Zooey nie ma kumpli. Nigdy nie mia³. Zawsze lepiej dogadywa³ siê z kobietami, z facetami raczej mu nie wychodzi³o. Zdesperowany, postanawia za wszelk± cenê znale¼æ sobie przyjaciela - przede wszystkim dlatego, ¿e nie ma kogo poprosiæ o zostanie jego dru¿b±. Po wielu nieudanych próbach przypadkowo poznaje Sydney'a (Jason Segel), z którym, pomimo ró¿nic charakterowych, ³atwo udaje mu siê nawi±zaæ kumpelsk± wiê¼. Ta znajomo¶æ wywróci jego ¿ycie do góry nogami...

Nie wiem czy wiêksze pok³ony nale¿± siê twórcom czy polskiemu dystrybutorowi. Nie wiem czy wiêksz± odwag± jest zrobiæ w Stanach Zjednoczonych film o mêskiej przyja¼ni oparty na szkielecie komedii romantycznej, czy sprowadziæ go do naszego kraju, pe³nego homofobów i urojonego wyczulenia na "gejostwo". Przera¿aj± mnie komentarze czytane na forach, w których roi siê od "oskar¿eñ" o to, ¿e ten film jest "pedalski". Ale czy kto¶ spodziewa³ siê czego¶ innego?

Dosyæ wynurzeñ natury socjologicznej. Skupmy siê na filmie. Stary, kocham ciê rozbija stereotyp komedii romantycznej od ¶rodka. Po pierwsze, rzecz jest o przyja¼ni (wbrew tytu³owi), po drugie (jak ju¿ wspomnia³em) o przyja¼ni mêskiej. Niesie to za sob± szereg bardziej lub mniej oczywistych konsekwencji. Choæ mamy tu charakterystycze scen i motywy, bez których komedie romantyczne obej¶æ siê nie mog± (np. wahanie siê z dzwonieniem i umówieniem siê na pierwsze spotkanie), film Hamburga daleki jest od sentymentalizmu i tanich wzruszeñ.

Stary, kocham ciê to film o odwiecznym problemie ma³ych i du¿ych ch³opców: dziewczyna czy kumple? Oczywi¶cie nie trudno siê domy¶liæ, ¿e odpowied¼ brzmi: znajd¼ z³oty ¶rodek, bo nie da siê ¿yæ ani bez jednego, ani bez drugiego. Pod wzglêdem tre¶ci film odkrywczy wiêc nie jest. Ale i byæ nie musi: przemyca pozytywny przekaz, zaskakuje konwencj±, bawi ¶wietnymi dialogami (sporo humoru jêzykowego), przyci±ga interesuj±cymi postaciami. I to siê liczy. W koñcu, pomimo wszystko, to komedia romantyczna. ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9