|
Archiwum
Zak³adki:
Blogowo
Filmowo
Kina, do których zagl±dam
Moje Top 5
Sieciowe me oblicza
Tagi
|
pi±tek, 26 listopada 2010
Fakt, ¿e ksi±¿kowa seria o Harrym Potterze napisana zosta³a przez kobietê, mocno wp³yn±³ na rys psychologiczny g³ównego bohatera. Je¶li pokusiæ by siê o okre¶lenie jego p³ci kulturowej, bez w±tpienia trzeba stwierdziæ, ¿e mamy do czynienia z postaci± maj±c± kobiece dylematy i kobiecy sposób my¶lenia. ¦wiadczy o tym brak zrozumienia bohatera przez mêskich czytelników i zdecydowanie wiêksza akceptacja ze strony kobiet (ci±gle mam na my¶li gender, nie sex). Jednak w filmach, re¿yserowanych tylko i wy³±cznie przez mê¿czyzn, bohater kreowany przez Daniela Radcliffe'a charakteryzuje siê ju¿ nieco innym wymiarem osobowo¶ci. Oczywi¶cie, zarówno w przypadku powie¶ci jak i filmów, wy³±czyæ z mojej tezy nale¿y pierwsze epizody, gdy¿ na pocz±tku serii Harry by³ po prostu dzieckiem, wiêc sprawy p³ci albo ca³kowicie umyka³y, albo spychane by³y na dalszy plan. Kwestia p³ciowo¶ci najwydatniej objawi³a siê w Ksiêciu Pó³krwi. Kobiecy Harry Potter z kart powie¶ci Rowling, przez Yatesa (z wykorzystaniem talentu Radcliffe'a) sportretowany zosta³ jako m³ody mê¿czyzna na progu dojrza³o¶ci. W Insygniach ¦mierci Yates znów spycha kwestiê p³ciowo¶ci na dalszy plan, jednak wiele symptomatycznych obrazów przemawia za tym, ¿e wci±¿ gdzie¶ ona siê przewija - zrepresjonowana zarówno na poziomie fabu³y jak i narracji. Oczywi¶cie tre¶ci nie¶wiadome zawarte w Insygniach, nie dotycz± tylko sfery seksualnej. Na jaw wychodz± tak¿e inne traumy, zwi±zane z Voldemortem czy Dumbledorem. Z uporem maniaka powraca w filmie Yatesa motyw ró¿d¿ki. Voldemort odbiera ró¿d¿kê Lucjuszowi, Harry ³amie swoj± ró¿d¿kê, dostaje now± od Rona, jednym z istotnych nieo¿ywionych bohaterów jest Czarna Ró¿d¿ka, zdobywana na koñcu przez Voldemorta. Falliczna symbolika tego przedmiotu jest oczywista, jednak znacznie ciekawsze wydaj± siê zwi±zki pomiêdzy bohaterami maj±cymi z ró¿d¿k± problemy. Mam tu na my¶li oczywi¶cie Harry'ego i Voldemorta. Jak dobrze wiemy, ich oryginalne ró¿d¿ki zrobione s± z tego samego rdzenia, w dodatku maj± dostêp do swojej pod¶wiadomo¶ci. Pozwala to uznaæ Voldemorta za Cieñ Pottera (pos³uguj±c siê terminologi± jungowsk±). Voldemorta wi±¿e wiêc z Harrym falliczna ró¿d¿ka - symbol popêdu Erosa oraz wizje morderstw pope³nianych przez Sami Wiecie Kogo - symbol popêdu Tanatosa. Splot tych dwóch si³ staje siê nieu¶wiadomion±, negatywn± czê¶ci± ja¼ni Harry'ego, jak± jest jego zrepresjonowany Cieñ - Voldemort, który uskutecznia swoje wyj¶cie z ukrycia od pierwszej czê¶ci. Mo¿e on byæ jednocze¶nie zestawem negatywnych cech osobowo¶ci, których Harry nie dopuszcza do siebie, a tak¿e - co bardziej oczywiste - traum± z dzieciñstwa, zwi±zan± ze ¶mierci± rodziców. Ale wróæmy do samej ró¿d¿ki. A raczej do dwóch ró¿d¿ek: Harry'ego ró¿d¿ki z³amanej oraz Ró¿d¿ki Czarnej. Sprawa Czarnej Ró¿d¿ki wydaje siê o wiele mniej skomplikowana, wiêc zacznijmy od niej. Symbolizuje ona seksualn± (i nie tylko) w³adzê, jej posiadacz staje siê Samcem Alfa, znajduj±cym siê na szczycie hierarchii. Zdaje siê to jasne i przejrzyste, gdy przypomnimy sobie, ¿e jej poprzednim w³a¶cicielem by³ symboliczny ojciec Harry'ego - Dumbledore. Chêæ zaw³aszczenia jej przez Voldemorta to idealna realizacja archetypicznego kompleksu Edypa (wci±¿ trzymamy siê koncepcji Junga). Z kolei z³amanie ró¿d¿ki w oczywisty sposób konotuje pozbawienie mêsko¶ci, ciekawsze wydaj± siê jednak tego przyczyny.. Przypomnijmy, ¿e fakt ten dokonuje siê w Dolinie Godryka - miejscu narodzin Pottera. W domu Bathildy Bagshot - osoby, która zna³a przesz³o¶æ Dumbledora (mentora i symbolicznego ojca Pottera). Wreszcie w konfrontacji z Nagini - wê¿em Voldemorta (kolejny symbol falliczny, ale nie tylko: wê¿owy jêzyk jest mrocznym dziedzictwem Pottera; w ka¿dym razie - nastêpny symptom objawiaj±cy tre¶ci zepchniête do nie¶wiadomo¶ci). Te trzy okoliczno¶ci: zastanie w ruinie zmitologizowanego domu rodzinnego, demitologizacja symbolicznego ojca oraz bezpo¶rednie zderzenie z Cieniem; staj± siê ostateczn± przyczyn± krachu mêskiego ego Harry'ego Pottera. Jednak ¼róde³ kryzysu mêsko¶ci doszukiwaæ mo¿emy siê ju¿ we wcze¶niejszych partiach filmu. Scena z eliksirem wielosokowym i zamienianiem siê w g³ównego bohatera symbolizuje kryzys to¿samo¶ci. S³awa, któr± bez w³asnej woli obdarzony zosta³ Harry Potter, sprawia, ¿e wszyscy chc± stawaæ siê tacy jak on. Prowadzi to do podstawowego egzystencjalnego pytania o Personê i fasadowo¶æ projektowanej na zewn±trz osobowo¶ci: czy jestem tym za kogo siê uwa¿am czy tym za kogo maj± mnie inni? Pytanie to pozostaje bez odpowiedzi. Drugim symptomatycznym fragmentem jest spotkanie z Ginny oraz ¶lub jej brata. Harry, przez wzgl±d na sta³± obserwacjê (na dwóch poziomach: 1. wszêdzie krêci siê rodzina Wesley'ów, 2. jest nieletni i jest objêty zaklêciem ¶ledzenia) nie mo¿e zaspokoiæ swoich popêdów seksualnych, podsycanych tylko przez Ginny, pokazuj±c± mu swoje go³e plecy. Wszystko to dzieje siê w kontek¶cie ¶lubu, a wiêc spo³ecznego aktu usprawiedliwiaj±cego, sankcjonuj±cego i zezwalaj±cego na zaspokajanie popêdu seksualnego. Tak wiêc podczas gdy Bill i Fleur bez krêpacji uwalniaj± swojego Erosa, Harry swojego t³umi. Nic wiêc dziwnego, ¿e w koñcu ten nie wytrzymuje i atakuje podczas wesela (¦mierciorzercy). Wyprawa w poszukiwaniu Horkruksów to logiczne nastêpstwo tych wydarzeñ. Horkruksy to Eros i Tanatos same w sobie, w swoim uniwersalizmie. Popêdy siedz±ce w ka¿dym cz³owieku, które trzeba pokonaæ. Przypomnijmy, ¿e zadanie to wyznaczone jest Harry'emu przez symbolicznego ojca, który swojego Erosa i Tanatosa ujarzmi³ (przynajmniej w oczach Pottera). Tu³aczka Harry'ego to walka z samym sob± a tak¿e powolne obalanie wizerunku idealnego ojca, d³ugi proces integracji ja¼ni. Jednym s³owem: dorastanie. Ron i Hermiona towarzysz± mu w tym jako jego rówie¶nicy. Istotna jest próba zmiany to¿samo¶ci, udawania doros³ego (scena w Ministerstwie Magii), jednak prowadzi to tylko do chwilowego zaspokojenia potrzeb. Istotne s± te¿ dalsze poszukiwania, narastaj±ca frustracja i schizofreniczny stosunek do symbolicznego ojca (Harry z jednej strony ma poczucie, ¿e go zawodzi Dumbledora, z drugiej czuje siê zawiedziony przez niego). Schizofreniczno¶æ podkre¶la fragment lustra, który Harry ci±gle nosi ze sob±. Starcie miêdzy Potterem a Weasley'em to do¶æ prosty przyk³ad walki o przywództwo w grupie i posiadanie prawa do samicy. Nic wiêc dziwnego, ¿e po odej¶ciu Rona, Harry i Hermiona zaczynaj± tañczyæ. Wszak taniec jest ekwiwalentem aktu seksualnego. Wraz z wizyt± w Dolinie Godryka, Harry zaczyna mieæ wyrzuty sumienia z powodu Rona. Jest to moment prze³omowy, nie tylko dla ró¿d¿ki Pottera. Miecz Gryfindora zanurzony w jeziorze - symbol w symbolu: usakralniony fallus praojca zanurzony w nie¶wiadomo¶ci. W tê nie¶wiadomo¶æ zanurza siê te¿ Harry, jednak nie mo¿e siê z niej wydostaæ. Na pomoc przybywa Ron. Horkruks (popêd) zostaje ujarzmiony dziêki figurze praojca - idea³u niezm±conej Cieniem mêsko¶ci. Dokonuje siê przej¶cie na wy¿szy etap psychologicznego rozwoju, wiêc Harry i Ron mog± siê pogodziæ. Jednak to nie koniec ¶cie¿ki integracji ja¼ni podjêtej przez g³ównego bohatera filmu. Niepokoj±ce wydawaæ mo¿e siê to, ¿e Harry odzyskuje ró¿d¿kê (a raczej dostaje od Rona now±). W dodatku istniej± jeszcze inne horkruksy. Po raz kolejny zrepresjonowana nie¶wiadomo¶æ szybko daje o sobie znaæ - tym razem w nieco mniejszej skali, bo bez Voldemorta. W tej scenie ca³a sadystyczna w swej naturze przemoc skupia siê na postaci Hermiony. Czy¿by wiêc st³umione popêdy Harry'ego i Rona, dzia³aj±cych teraz w zgodzie (podczas gdy Hermiona strzela fochy) skierowa³y siê wspólnie przeciwko niej? Mo¿e mamy do czynienia z symbolicznym gwa³tem? Hermionê i samych ch³opców ratuje Zgredek. Jak± symboliczn± warto¶æ niesie za sob± wyzwolony domowy skrzat? Wyzwolenie w³a¶nie. Wolno¶æ od spêtania konwencjami i nakazami, a wiêc i wolno¶æ do zaspokajania popêdów. Zgredek jest jednak postaci± odpowiedzialn±, która dziêki osi±gniêciu wolno¶ci osi±gnê³a te¿ wy¿szy poziom samo¶wiadomo¶ci. Tak wiêc, po¶wiêcaj±c swoje ¿ycie, ratuje on Pottera przed jego Cieniem. Fina³ pierwszej czê¶ci Insygniów ¦mierci doskonale zamyka tê psychoanalityczn± drogê do integracji ja¼ni. Jego akcja dzieje siê wszak nad oceanem - symbolem nie¶wiadomo¶ci. Pogrzeb Zgredka staje siê kolejnym prze³omem dla Harry'ego. Wreszcie jest doros³y, bierze odpowiedzialno¶æ za swoje czyny, postanawia pochowaæ skrzata, tak jak trzeba - bez u¿ycia magii. Wszystko to czyni Harry'ego samo¶wiadomym mê¿czyzn± ze zintegrowan± ja¼ni±. Jednak oto nastêpuje kolejna scena: Voldemort dewastuje grób Dumbledora i zdobywa Czarn± Ró¿d¿kê. Sugeruje ona, ¿e poprzez pokonywanie (nie t³umienie) swoich popêdów i awansowanie na kolejne szczeble psychologicznego rozwoju, Harry tak naprawdê nie integruje swojego Cienia, a w ten przewrotny sposób, poprzez dostosowywanie siê do norm spo³ecznych, zaspokaja jego potrzeby i staje siê upragnionym Samcem Alfa... Tutaj koñczy siê film, tak wiêc i ja zakoñczê tutaj swój tekst. Na drug± czê¶æ fina³u poczekaæ musimy ponad pó³ roku. Wtedy byæ mo¿e pojawi siê te¿ druga czê¶æ tej analizy. A je¶li, Drodzy Czytelnicy, dotarli¶cie w swej lekturze a¿ do tego momentu i zastanawiacie siê czy traktowaæ to co przeczytali¶cie na serio, czy z przymru¿eniem oka, to Wam na to pytanie nie odpowiem, bo sam nie wiem. Po prostu: tak mia³o byæ...
poniedzia³ek, 25 pa¼dziernika 2010
Jest tak przede wszystkim dlatego, ¿e ilo¶æ wy¶wietlanych filmów zdecydowanie przekracza mo¿liwo¶ci percepcyjne festiwalowicza, który przy odpowiednim samozaparciu uczestniczyæ mo¿e najwy¿ej w piêciu seansach dziennie. Niemo¿liwe jest wiêc nawet zobaczenie wszystkich filmów konkursowych (z sekcji Spectrum i American Docs). Mnie uda³o siê obejrzeæ dziewiêæ konkursowych fabu³ (na 20) oraz dwa dokumenty (na 15). Do tego kilka pokazów pozakonkursowych. Czy dobrze wybra³em? Nie wiem. Z pewno¶ci± ominê³o mnie kilka ¶wietnych filmów, byæ mo¿e sporo spodoba³oby mi siê bardziej ni¿ to, co widzia³em. Nie ¿a³ujê jednak swoich wyborów, bo poziom by³ naprawdê wysoki. Ale ka¿dy ma swój festiwal - byæ mo¿e zupe³nie inny od mojego. Obiektywnie napisaæ mogê o kwestiach techniczno-organizacyjnych. Program projekcji niestety nie do koñca by³ fortunny, bo poranne seanse zajmowa³y starocie. Z drugiej strony, pojawi³a siê okazja by nadrobiæ Butcha Cassidy'ego i Sundace Kida czy Cz³owieka, którego nie by³o, wiêc nie narzekam. Publiczno¶æ dopisa³a. Choæ pierwszy dzieñ wygl±da³ do¶æ marnie, weekend zrobi³ swoje. Druga edycja dojdzie wiêc do skutku, nie tylko ku mojej uciesze. American Film Festiwal jeszcze przed rozpoczêciem porównywany by³ do Nowych Horyzontów. To b³±d, bo poza tym samym organizatorem i miejscem, w którym oba festiwale siê odbywaj±, nie maj± one ze sob± zbyt wiele wspólnego. Podczas gdy ENH d±¿y w kierunku kina skrajnie, czêsto wrêcz nie do wytrzymania eksperymentalnego, wywo³uj±c tym samym eksplozjê snobizmu, AFF przypomina, ¿e kino to tak¿e rozrywka. A mo¿e przede wszystkim rozrywka. Wiêkszo¶æ z obejrzanych przeze mnie filmów to dzie³a przyjemne w ogl±daniu, czêsto zabawne w swojej b³yskotliwo¶ci (jak Bez Tytu³u Jonathana Parkera czy Mebelki Leny Dunham), nieraz programowo bezsensowne a przy tym nieziemsko ¶mieszne (Kaboom Grega Arakiego, Nie wchodziæ do lasu Vincenta D'Onofrio). Nawet je¶li smutne w wymowie, to rzadko kiedy nieprzystêpne (Go³êbie pocztowe Marthy Stephens). To naprawdê przydatna lekcja dla szeregu zblazowanych kinomaniaków, dla których arcydzie³o musi przynosiæ widzowi cierpienie. Amerykanie udowadniaj±, ¿e mo¿na inaczej. Najlepsze filmy? Przera¿aj±cy, wieloznaczny neo-noir: Morderca we mnie Michaela Winterbottoma z sugestywn± rol± Casey'go Afflecka. Synekdocha, Nowy Jork Charliego Kaufmana - film por±bany jak Adaptacja, Byæ jak John Malkovich i Zakochany bez pamiêci razem wziête. Scott Pilgri kontra ¶wiat - bezpretensjonalna audiowizualna jazda bez trzymanki, Kick-Ass mo¿e siê schowaæ. Nastoletni Paparazzo - przewrotny dokument, w którym temat stwarza siê na naszych oczach. No i wspomniane ju¿ Kaboom oraz Nie wchodziæ do lasu - obok Scotta Pilgrima najlepsze entertainery jakie ostatnimi czasy widzia³em. Móg³bym wymieniaæ jeszcze dalej... Zwyciêski Do szpiku ko¶ci Debry Granik niestety mnie zawiód³. Bynajmniej nie jest to z³y film, ale te¿ niczym nie zaskakuje, niczym siê nie wybija. Zastanawiam siê na ile by³a to nagroda przyznana szczerze, a na ile z obowi±zku (film wygra³ przecie¿ w Sundance). Ale w³a¶ciwie co za ró¿nica? Nagrody to tylko malutka czê¶æ festiwalu, w³a¶ciwie najmniej wa¿na dla zwyk³ego, szarego uczestnika, jakim jestem. American Film Festival zrobi³ g³o¶ne KABOOM na festiwalowej mapie Polski. Klimat dopiero siê wytwarza, bo publiczno¶æ (inna ni¿ na ENH) nie do koñca wie o co chodzi, ale ju¿ mo¿na by³o poczuæ jego specyfikê. Z pewno¶ci± wrócê do Wroc³awia w przysz³ym roku. P.S. Recenzje poszczególnych filmów pewnie pojawi± siê tu i ówdzie. P.S. 2 Nie wspominam o Dwóch Escobarach, którzy wygrali w sekcji dokumentalnej, bo filmu nie widzia³em.
poniedzia³ek, 04 pa¼dziernika 2010
Nie, tym razem nie bêdzie o filmach a o ksi±¿kach. W ci±gu ostatniego roku na pó³ki polskich ksiêgarni trafi³y a¿ trzy publikacje zwi±zane z fenomenem kina Indii. Z jednej strony, wydania ukaza³y siê trochê za pó¼no, bo boom na Bollywood ju¿ min±³ (przyczyny, objawy i skutki to temat na inn± notkê). Z drugiej - zdecydowanie za wcze¶nie, bo wielu autorów porwa³o siê z motyk± na s³oñce, nie do koñca maj±c pojêcie o tym co pisz±... KRZYSZTOF LIPKA-CHUDZIK: BOLLYWOOD DLA POCZ¡TKUJ¡CYCH Zdecydowanie najlepsza propozycja w¶ród trzech opisywanych wydañ. Napisana prostym, acz barwnym jêzykiem, z odpowiedni± doz± faktów, anegdot i teoretycznej podbudowy. Jak tytu³ wskazuje - dla pocz±tkuj±cych. Ale "pocz±tkuj±cym" równie dobrze okazaæ mo¿e siê kto¶, kto obejrza³ zaledwie Czasem s³oñce, czasem deszcz, jak i maniak siedz±cy w temacie od kilku lat. Lipka-Chudzik prowadzi historyczn± narracjê, poczynaj±c od pionierów kina niemego, koñcz±c na filmach najnowszych. Nie oby³o siê niestety bez wad, ale w porównaniu z kolejnymi ksi±¿kami jest ich zdecydowanie niewiele. Je¶li chodzi o stronê edytorsk±, to przede wszystkim brakowa³o mi bibliografii i podawania stron w przypisach. Ale to ksi±¿ka popularnonaukowa, wiêc nie trzeba tego traktowaæ jako zarzutu. Merytorycznie - utkwi³a mi w pamiêci interpretacja fina³u Deva D, z któr± zgodziæ siê mi nie sposób. Trudno zawrzeæ na niespe³na czterystu stronach historiê ca³ego kina hindi (zreszt± nie taki by³ zamys³ autora), a zawarte w tytule s³owa "dla pocz±tkuj±cych" oraz wstêp s± dobr± asekuracj± dla zarzutów o braki i pominiêcia. Móg³bym siê wiêc czepiaæ uproszczeñ, tam gdzie je dostrzega³em (zw³aszcza w opisie lat 90. i pó¼niejszych, jako ¿e s± mi bardziej znane), ale zak³adam, ¿e to po prostu z braku miejsca. Nie do koñca przekonuje mnie natomiast uskutecznianie heroicznej historii kina, w której za kilkoma najwa¿niejszymi i najwiêkszymi pod±¿a stado nieistotnych epigonów. Bollywood dla pocz±tkuj±cych to jednak przede wszystkim podstawowa wiedza na temat kina hindi (któr± najlepiej rozwijaæ przez obalanie) oraz pierwszorzêdne czytad³o. Ksi±¿kê poch³ania siê w mgnieniu oka, nie mog±c doczekaæ siê tego, co stanie siê dalej. Zas³uga w tym fabularyzowanych wstawek, obrazuj±cych najwa¿niejsze wydarzenia z ¿ycia najs³ynniejszych indyjskich gwiazd srebrnego ekranu. ¦wietna rzecz. Na pocz±tek. NIE TYLKO BOLLYWOOD, RED. GRA¯YNA STACHÓWNA I PRZEMYS£AW PIEKARSKI Zbiór tekstów nie tylko o Bollywood. Brzmi interesuj±co. Co dostajemy? Tragediê edytorsk±. Nieistotne, ¿e tytu³y filmów t³umaczone na jêzyk polski i trzeba zagl±daæ do indeksu, ¿eby zorientowaæ siê o co chodzi - to da siê prze¿yæ. S± gorsze rzeczy: od braku bibliografii (w pracy naukowej zdecydowanie by siê przyda³a), przez literówki w nazwiskach, po nie¶cis³o¶ciach w transkrypcji. Nie wiedzieæ czemu redaktorzy przyjêli zupe³nie bezsensown± mieszankê transkrypcji anglojêzycznej, polskiej i... no w³a¶nie, jakiej? Tym samym mamy Sziwê obok ¦jamu, Czaritrahin obok Æandramukhi itd. Ale to nic: przera¿a przede wszystkim zawarto¶æ merytoryczna. Ju¿ we wstêpie przeczytaæ mo¿na niez³e kwiatki: "(...) znane s± tak¿e wytwórnie z Madrasu - zwane Kollywoodem, filmy realizuje siê tam w jêzyku tamilskim i malajalam, oraz z Kalkuty - Tollywoodem, filmy w bengali." To o tym jak wygl±da przemys³ filmowy w Indiach, ¿eby nie by³o w±tpliwo¶ci. Dalej bywa jeszcze gorzej, a apogeum g³upoty osi±gaj± teksty Piotra Kletkowskiego (który Bollywood wywodzi z musicalu, a ¼róde³ masala movies - b³êdnie zreszt± definiowanych - doszukuje siê w Ulicach w ogniu Waltera Hilla), Andrzeja Ko³odyñskiego (który wychodz±c z absurdalnego za³o¿enia, ¿e Veer-Zaara i Jestem przy Tobie to jedyne przypadki filmów bollywoodzkich w jaki¶ sposób poruszaj±cych problemy polityczne, po¶wiêca temu zagadnieniu z dupy [przepraszam za wulgaryzm, ale ogromnie zirytowa³ mnie ten tekst] ca³e 18 stron) oraz Dagmary Bo¿a³ek (prezentuj±c± infantyln± pseudosocjologiczn± analizê spo³eczno¶ci polskich fanów Bollywood, opart± na w sporej czê¶ci fa³szywych danych bez pokrycia w rzeczywisto¶ci). To tylko trzy najgorsze moim zdaniem teksty. Ale mniejsze czy wiêksze b³êdy wskazaæ mo¿na w wiêkszej ilo¶ci tekstów. Trochê mi ¿al tekstu Marty Raczek, który zacz±³ siê ¶wietnie, a skoñczy³ jak zwykle - stert± stereotypów i uogólnieñ. Ogromnie zawiod³a Tatiana Szurlej, której "analiza" Trylogii ¯ywio³ów ogranicza siê do kilkunastostronicowego streszczenia filmów Deepy Mehty. Pomimo wszystko - warto Nie tylko Bollywood wzi±æ do r±k, bo po¶ród sterty ch³amu znajduje siê kilka naprawdê ¶wietnych artyku³ów. Nad innymi góruje seria tekstów o kobietach autorstwa Patrycji W³odek (o Mirze Nair), Agniejszy Lewandowskiej (o kinie Aparny Sen), Karoliny Kosiñskiej (o Mother India), Deimantasa Valanciunasa (o wizerunku kobiety idealnej), Jadwigi Majdanik (o kobieco¶ci w kinie popularnym) oraz Jaros³awa Pietrzaka (o strukturze mêskiej dominacji i jej subwersji w Bollywood). Pozytywnie zaskoczy³ mnie te¿ tekst Adriany Cieliñskiej Jane Austen w stylu masala oraz wprowadzenie w tematykê Kollywoodu przygotowane przez Ma³gorzatê Straszewsk±. Reszta - lepsza b±d¼ gorsza, z wiêkszymi b±d¼ mniejszymi wadami. Tak niestety bywa w pracach zbiorowych. Problemem tej jest jeszcze jedna kwestia - autorzy poszczególnych tekstów czêsto g³osz± sprzeczne z sob± tezy. Ma siê wra¿enie jakby nikt przed drukiem nie przeczyta³ ksi±¿ki od pocz±tku do koñca i nie zauwa¿y³, ¿e co¶ tu nie gra. Szkoda, bo potencja³ by³ ogromny. URSZULA WO¬NIAKOWSKA: BOLLYWOOD. PRAGNIENIE PRAWDY I TÊSKNOTA ZA MITEM Z t± ksi±¿k± mam problem, gdy¿ dwa rozdzia³y, odnosz±ce siê do ¼róde³ kina bollywoodzkiego s± dla mnie nieweryfikowalne. Nigdy nie studiowa³em sanskrytu, historii Indii czy hinduizmu, nie mogê wiêc oceniæ merytorycznie tego co pani Wo¼niakowska proponuje. Ale, pomimo kilku w±tpliwych i podejrzanych uogólnieñ, nie wygl±da to nieprawdopodobnie. O wiele ciekawsze wydaj± mi siê za to rozdzia³y socjologiczne, po¶wiêcone recepcji kina indyjskiego w diasporze i na samym subkontynencie. Jednak i w tych rozdzia³ach znalaz³o siê kilka merytorycznych nie¶cis³o¶ci czy braku ¼róde³ (jak choæby stwierdzenie o ci±g³ym panowaniu mafii w Bollywood). Raz czy dwa zêby mog± zaboleæ. Autorka niestety porusza siê w¶ród stereotypowo rozumianego Bollywoodu (³zawe melodramaty i absurdalne masala movies). Broni go wy¶mienicie, jednak z drugiej strony przyda³oby siê wspomnieæ, ¿e to nie ca³o¶æ bombajskiej produkcji... Jeden z rozdzia³ów, po¶wiêcony teatrowi parsów i jego wp³ywom na Bollywood to tekst opublikowany wcze¶niej przez Wo¼niakowsk± w Nie tylko Bollywood - i to chyba najwiêksza wada ksi±¿ki, bo nie uleg³ on korektom (merytorycznym czy jêzykowym) - literówki znajduj± siê nawet w tych samych miejscach. Ksi±¿ka jest bardzo ³adnie wydana - naj³adniej z trzech tu recenzowanych. Twadra ok³adka, obwoluta, papier ¶wietnej jako¶ci. No i nie Shah Rukh Khan, a Kajol na ok³adce. B³êdów jest naprawdê niewiele, na koñcu znalaz³a siê bibliografia. Tytu³y, choæ spolszczone, przy pierwszym u¿yciu zawsze s±siaduj± z oryginalnymi, podanymi w nawiasie. Ca³o¶æ wzbogacaj± zdjêcia z filmów oraz podró¿y autorki - te drugie chyba odrobinê niepotrzebne, bo zupe³nie nieinteresuj±ce. Mo¿na przeczytaæ. Ale trzeba byæ czujnym i nieufnym wobec proponowanych interpretacji. I pamiêtaæ, ¿e Bollywood w tej ksi±¿ce definiowany jest do¶æ specyficznie... |