czyli kinomania w teorii i praktyce

¶roda, 27 stycznia 2010

"Oto historia spotkania ch³opaka i dziewczyny. Ch³opak, Tom Hansen z z Margate w New Jersey, dorasta³ w przekonaniu, ¿e nigdy nie bêdzie szczê¶liwy. Dopóki pozna³ tê jedyn±. To przekonanie wynika³o z przedwczesnego nara¿enia na smutny brytyjski pop oraz zupe³nego niezrozumienia filmu Absolwent. Dziewczyna, Summer Finn z Shinnecock w Michigan, nie podziela³a tego przekonania. Od rozwodu jej rodziców, kocha³a tylko dwie rzeczy: pierwsz± by³y jej d³ugie, czarne w³osy, drug± - to jak ³atwo mog³a je obcinaæ nie czuj±c niczego. Tom pozna³ Summer 8 stycznia. Prawie natychmiast wiedzia³, ¿e ona jest t±, której szuka³. Oto historia spotkania ch³opaka i dziewczyny. Ale powinni¶cie znaæ i drug± stronê: to nie jest historia mi³osna."

Tymi s³owami wprowadza nas narrator w ¶wiat debiutanckiego filmu Marca Webba. Ale ja kupi³em (500) Days of Summer (polski tytu³ tradycyjnie wo³a o pomstê do nieba) ju¿ po przeczytaniu specyficznej dedykacji ("Przedstawiona historia jest fikcj±. Wszelkie podobieñstwo do prawdziwych osób jest ca³kowicie przypadkowe. Zw³aszcza do ciebie, Jenny Beckman. Suko."). Ta rozbrajaj±ca sugestia autobiografizmu jest chyba jednym z najwiêkszych atutów filmu. Nie wiem dlaczego, ale ¶wiadomo¶æ, ¿e (500) Days of Summer jest (mo¿e byæ?) "s³odk± zemst±" dokonan± przez re¿ysera na swojej by³ej dostarczy³ mi jakie¶ dodatkowej, perwersyjnej przyjemno¶ci podczas ogl±dania. Nawet je¶li to tylko re¿yserska manipulacja - zadzia³a³a zgodnie z zamierzeniem.

Historia Toma i Summer jest ca³kiem prosta, ale niebanalnie opowiedziana oraz, przede wszystkim, bardzo wspó³czesna i bliska rzeczywisto¶ci. Na ekranie obserwujemy wydarzenia z przeci±gu tytu³owych piêciuset dni. Zaczynamy jednak nie od pocz±tku, a od dnia 290. Zaburzenie chronologii wysz³o filmowi na dobre. Zestawianie scen z ró¿nych okresów zwi±zku g³ównych bohaterów wyci±ga z ogrywanych ju¿ na wiele sposobów schematów co¶ nowego i ¶wie¿ego.

Ale nie tylko to przyczynia siê do ¶wie¿o¶ci dzie³a Webba. Re¿yser zafundowa³ nam komediê niby-romantyczn±, któr± z klasycznymi okazami gatunku wi±¿e tylko szkielet fabularny (a i ten nie do koñca jest taki sam). Bohaterowie ju¿ wymykaj± siê wszelkim klasyfikacjom: s± bardzo wspó³cze¶ni, niezale¿ni, ale jednocze¶nie zagubieni w poszukiwaniu w³asnego miejsca; próbuj± siê samorealizowaæ, ale jednak nie s± do koñca szczê¶liwi. Nie ma tu miejsca na skrajno¶ci, nie ma miejsca na typow± wojnê charakterów. Zarówno Tom jak i Summer d±¿± do tego samego - do szczê¶cia - tyle, ¿e innymi drogami.

"To nie jest film o mi³o¶ci" - mówi na pocz±tku narrator. I co¶ w tym jest. Bohaterowie nie zmieniaj± siê pod wp³ywem mi³o¶ci. Tak naprawdê s± egoistami (w zdrowym znaczeniu tego s³owa), którzy nigdy nie rzuc± wszystkiego na jedn± szalê "w imiê uczucia". Na mi³o¶æ oczywi¶cie przeznaczaj± w swoim ¿yciu jakie¶ miejsce, ale to nie ona determinuje ich dzia³ania. Poruszaj± siê raczej w ¶wiecie w³asnych wyobra¿eñ o szczê¶ciu i nie tak ³atwo zgodz± siê pój¶æ na ustêpstwa przez wzgl±d na drug± osobê. Zmieni± siê raczej dlatego, ¿e sami zaczn± siê pogr±¿aæ, zauwa¿±, ¿e obrali nieodpowiednie kierunki. Postanowi± wiêc co¶ zmieniæ. Ale to wcale nie gwarantuje im szczê¶cia i sukcesu. Jak to we wspó³czesnym ¶wiecie: nie wiadomo gdzie le¿y prawda.

Tak w³a¶ciwie (500) Days of Summer to film opowiedziany z mêskiego punktu widzenia. To Tom (rewelacyjny Joseph Gordon-Levitt) siê przed nami otwiera i przez jego pryzmat widzimy Summer - intryguj±c±, poci±gaj±c±, tajemnicz±, ale jednocze¶nie bardzo zwyczajn±... sukê, której nie da siê nie pokochaæ (w czym du¿a zas³uga Zooey Deschanel). Te ambiwalentne uczucia wygrywane s± nie tylko poprzez wspomniane ju¿ achronologiczne zestawianie scen, ale i przez wiele innych zabiegów: zabawê konwencjami (mamy tu nawet wstawkê musicalow±), ¿onglowanie filmowymi cytatami (znacz±ce wyprawy do kina), czy wreszcie okraszenie ca³ej opowie¶ci rewelacyjnie dobran± muzyk± (z Regin± Spektor i The Temper Trap na czele). Ca³o¶æ przyprawiona jest nieg³upim humorem i rozbrajaj±cymi dialogami - czego chcieæ wiêcej?

(500) Days of Summer to kolejna rewelacja w¶ród hollywoodzkich komedii (z tych ostatnich wymieniê Up in the Air - premiera w lutym). Film urzekaj±cy, autentycznie zabawny, a jednocze¶nie próbuj±cy powiedzieæ co¶ b³yskotliwego i istotnego na temat wspó³czesno¶ci. Idea³ filmu rozrywkowego.* Dla ka¿dego, do wielokrotnego ogl±dania.

*A nie jaki¶ tam Avatar. ;)

sobota, 23 stycznia 2010

Dlaczego powiniene¶ pokochaæ Avatara? Bo to przecie¿ taki genialny film i nie da siê go nie kochaæ. A je¶li, pomimo wszystko, nie odnajdujesz w samym dziele niczego wartego uwielbienia? Oto 10 powodów dla których (dla w³asnego dobra) najnowsze dzie³o Camerona pokochaæ trzeba.

1. Bo zostaniesz uznany za snoba, który ka¿dy film mierzy miark± Bergmana. I nie pomo¿e argument, ¿e Avatar nie przekona³ ciê jako film rozrywkowy. Nie mo¿esz te¿ porównywaæ go z jakimikolwiek innymi entertainerami (W³adca Pier¶cieni - inny, Gwiezdne Wojny - naiwne, Beowulf - z gorszymi efektami specjalnymi). Dzie³o Camerona jest jedyne w swoim rodzaju i nie mo¿na pod nic podpinaæ. Rozumie siê wiêc samo przez siê, ¿e w swojej kategorii zas³uguje na 10/10.

2. Bo ludzie bêd± siê nad Tob± litowaæ z powodu tego, ¿e nie mo¿esz poczuæ klimatu przygody, zachwyciæ siê piêknem Pandory i pa¶æ z wra¿enia. Bêdziesz uznany za nieczu³ego potwora z kamiennym sercem, któremu nie dane jest poznanie uczuæ wy¿szych.

3. Bo miliony widzów, tysi±ce recenzentów, Amerykañskie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej i wiele innych przyznaj±cych nagrody instytucji nie mo¿e siê myliæ. A Ty nie mo¿esz mieæ odmiennego zdania. W koñcu mamy demokracjê: opinia wiêkszo¶ci jest opini± jedyn±, prawdziw± i obowi±zuj±c±.

4. Bo prze³omowo¶æ i rewolucyjno¶æ tego filmu jest niezaprzeczalna. Mamy przecie¿ now± technologiê, wspania³e widowisko i efekty wizualne jakich jeszcze nie by³o. No jak mo¿na nie wpa¶æ w zachwyt? Nie wa¿ne jest to, ¿e trójwymiar wynaleziono ponad 70 lat temu, a Avatar jest tylko kolejnym ogniwem ewolucji. To przecie¿ co¶ zupe³nie i dog³êbnie nowego.

5. Bo widzia³e¶ ten film w wersji 2D, a ¿eby odczuæ jego magiê trzeba obejrzeæ w trójwymiarze. Koniecznie w kinie IMAX (cyfrowe 3D te¿ na pewno zepsu³o Ci odbiór). Musisz wiêc wzi±æ na to poprawkê. Je¶li jednak jakim¶ cudem widzia³e¶ Avatara w IMAXsie i pomimo tego Ci siê nie spodoba³, to na pewno siedzia³e¶ za daleko lub za blisko ekranu. Te¿ we¼ na to poprawkê.

6. Bo film ma proekologiczne i pacyfistyczne przes³anie. Co z tego, ¿e podane w najbanalniejszym (wrêcz propagandowym) stylu. Je¶li Ciê ono nie przekona³o, to jeste¶ z³ym cz³owiekiem. Tak z³ym jak filmowy pu³kownik Quaritch. Na'vi rulez!

7. Bo James Cameron pracowa³ nad tym filmem ponad 10 lat. Po¶wiêci³ dla Avatara tyle swojego ¿ycia, a to wszystko dla nas, widzów. Powinni¶my mu byæ wdziêczni i ubóstwiaæ go bezgranicznie. A je¶li nie masz na to ochoty? Nie potrafisz doceniæ pracy r±k ludzkich i warto¶ci czasu.

8. Bo wstyd wyj¶æ na losera, który zmarnowa³ ok. 25 z³ i prawie 3 godziny swojego ¿ycia na film, który siê nie spodoba³. Niewa¿ne, ¿e wcale Ci to nie przeszkadza i nie ¿a³ujesz swojego wyboru (zawsze ten czas i pieni±dze mo¿na by³o zmarnowaæ np. na piciu w samotno¶ci). Inni bêd± ¿a³owaæ za Ciebie.

9. Bo skala ocen tego filmu (pomimo, ¿e ma 10 punktów) sk³ada siê tylko z dwóch mo¿liwo¶ci: 1 lub 10. Nie mo¿esz wybraæ nic pomiêdzy, choæby¶ mia³ ogromn± ochotê. Je¶li dasz 1, bêdziesz przeciwko ogromnej rzeszy fanów Avatara, a tego by¶ nie chcia³ (patrz punkt 10). Musisz wiêc daæ 10, tym samym deklaruj±c bezgraniczne uwielbienie do Camerona i jego dzie³a.

10. Bo dostaniesz wpierdol.*

 

Je¶li te argumenty nadal Ciê nie przekonuj±, musisz pogodziæ siê z tym, ¿e zostaniesz skazany na banicjê i samotno¶æ. Nikt przecie¿ nie mo¿e pokochaæ kogo¶, kto nie kocha Avatara. ;)

---------

*Argument z autopsji.

poniedzia³ek, 11 stycznia 2010

Dzisiaj bez zbêdnych s³ów, bo i czasu nie mam. Tylko jedno retoryczne pytanie:

Dlaczego piosenki o Nowym Jorku s± takie cudowne?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12